Airgialla hodowla Posokowców Bawarskich

soutěže barvářů

XIX. ročník celostátní soutěže barvářů „O PUTOVNÍ CENU ČMMJ „ S udělením titulu „Vítěz ČR “, CACT, CACIT

Soutez „ O Putovni cenu CMMJ „ dla Czeskiego klubu jest tym czym jest dla Słowackiego klubu Memoriał Fridricha Konrada a Polskiego Memoriał im. Ks. Benedykta Gierszewskiego – to najważniejsza klubowa impreza odbywająca się raz na dwa lata, na którą są nominowane najlepsze posokowce z klubu Czeskiego i zapraszane posokowce z klubów Słowackiego i Polskiego. Kiedy na wiosennym walnym zebraniu członków mojej oblasty nominowano Axę i mnie jako reprezentacje byłam i zaskoczona i doceniona. Na początku sierpnia zadzwonił również Prezes Wojtek z Polskiego klubu i zapytała czy bym nie pojechała na „Putovną” reprezentować Polski klub. Po konsultacji z Prezesem Klubu Czeskiego okazało się, że mogę będąc przewodnikiem dwóch posokowców reprezentować z każdą z dziewczyn różne kluby i tak Axa pojechała jako reprezentacja Czeskiego klubu a Dzidka jako Polska reprezentacja.

 

Miejscem gdzie przez dwa dni mieliśmy się zmagać z materią roboty na zimnym tropie była okolica Nyrska - Hamry i masyw Královský hvozd – położone w Pilzeńkim kraju.

Wszystkich uczestników soutezy zakwaterowano w hotelu Kollerhoff zapewniając nam naprawdę luksusowe warunki. Miałam co do tego obawy zwłaszcza widząc kłująca w oczy biel pościeli.  Wszyscy zjechaliśmy się w czwartek 6 września, po wspólnej kolacji odbyła się narada sędziów i przewodników zostały też wylosowane numery startowe. Wieczór upłynął wiadomo na Czechów-Słowaków i jednej Polski rozmowach. Podkreślam, iż byłam sama bo mi z tego powodu było trochę smutno, zaproszony jeden Polski sędzia nie pojechał sędziować i walczyć o Polskie racje. Moi Czescy koledzy z klubu żartowali „ Jani ty powinnaś być jeszcze sędziom to byś miała połapane wszystko „ Wspomagali mnie dobrym słowem i Czesi i Słowacy, którym za ich miłe towarzystwo serdecznie dziękuję z reszta powiem tak nigdy na żadnej imprezie w klubie Czeskim nie dano mi odczuć żem nie na miejscu, mam chyba w tym towarzystwie jakieś swoje małe miejsce i jest mi z tym bardzo fajnie. Ale wracając do naszego losowania numerów jako, że byłam przewodnikiem dwóch psów wylosowałam jako pierwsza numer dla Axy i to była piątka zaś Dzidka otrzymała numer z nadania i to była ósemka.

Rano na nogi spod białej pościeli poderwał nas dzwon kościółka stojącego obok hotelu na godzinę siódmą zaczął dzwonić rześkim głosem. Szybki z dziewczynami spacerek śniadanie i zbiórka a na niej przedstawienie zespołów sędziowskich, gospodarzy łowiska i gości i sponsorów a potem wszyscy zapakowaliśmy się do aut i ruszyliśmy do pracy. Pierwsza grupa czyli posokowce z numerami od 1 do 4 pracowały pierwszego dnia na długich ścieżkach a druga grupa czyli 5 do 8 praca na ścieżkach krótkich, przywołanie, podchód i odłożenie. Konkurencje z posłuszeństwa czyli przywołanie, podchód i odłożenie sędziowali Panowie Karol Smrek (Słowacja) i Hubert Hubik ( Czechy). Moje obie dziewczynki się spisały robiąc wszystkie konkurencje na maxa a ja przeczuwałam co się za chwilę wydarzy. Znam moje babki jak zły szeląg i wiem na co je stać i się stało; Axa na ścieżce krótkiej od loża była zgłoszona jako głośny oznajmiacz . Przeczuwałam, że powtórzy się historia z morawskiego gdzie Axa postanowiła skosztować byka i tu również się nie powstrzymała i skosztowała cielaka od miejsca wypatroszenia. I tym sposobem za zachowanie przy martwej zwierzynie dostała zzzero a za oznajmianie dwa punkty. To właściwie przekreślało jej szanse na dyplom ale jak to powiedział sędzia Karol nie na zwycięstwo. Dzidzia zrobiła krótką ścieżkę bardzo spokojnie i oznajmiła jak zgłosiłam ale sędziemu nie podobał się styl oznajmiania i tak zakończyła konkurencję z czwórką z zachowania przy martwej zwierzynie i dwójką z oznajmiania. Te konkurencje sędziowali Pan Milan Pavlik i Karel Panansky. Inni przewodnicy z mojej grupy skończyli podobnie jak my nikt tego dnia nie dostał maxa z konkurencji dodatkowych i tym samym nikt już praktycznie nie miał szans na CACIT. Grupa pierwsza była już po długich ścieżkach- wszyscy zgodnie mówili ze tropy bardzo długie bardzo trudne, dużo tropów krzyżujących i bardzo ciepło. Wszyscy również podkreślali wspaniała pracę zespołu sędziowskiego w składzie; Ladislav Varvařovský, Josef Šafařík – mnie będzie dane z tymi sędziami pracować następnego dnia soutezy.

Wieczór oczywiście ponownie w miłej atmosferze wspaniałej kuchni i co tu dużo mówić przy dobrym piwie oczywiście Pilzenskim.

Poranek następnego dnia – znowu ten dzwon nie to żeby mnie głowa bolała po śliwowicy nic z tych rzeczy ale taki rześki dźwięk o siódmej rano w sobotę to chyba dla mnie za wiele. I znowu szybkie z dziewczynami spacerowanie, śniadanie zbiórka odprawa i do aut i do łowiska tym razem w zupełnie inne miejsce. Tym razem był to masyw Kralevsky hvozd przepiękne góreczki na rozległej polanie rozstawiony bufet gulaszek sobie pachnie, na ławeczkach siedzą i biesiadują goście a ja z Axą na długą ścieżkę. Sędziują wspomniani   Ladislav Varvařovský, Josef Šafařík a za sędziami spora korona naliczyłam tak około 20 ludzi. Pytanie sędziów czy korona może towarzyszyć odpowiadam, że oczywiście, składam meldunek, oglądam zestrzał i zaczynamy pracę. Axa spokojnie podjęła trop i rozpoczęła pracę idąc na początku dość wolno ale z każdym metrem po warstwicy do góry na szczyt wzniesienia przyspiesza. Na górce to ja mam zadyszkę a sędziowie z racji, że obaj posiadają długie nogi dają radę. Axa zasuwa jak torpeda nie odrywając nosa od tropu, wypracowuje załamania, ścieżkę zwodniczą i dalej gna a ja trzymam koniec otoku i staram się jej nie przeszkadzając  i w takim tempie z rozpędu nagle wpadamy na łaknę położona na końcu ścieżki. Praca na tropie liczącym 1500 kroków trwała nie całe 30 minut z korony pozostało jakiś 7 chłopa reszta odpadła po drodze. Sędziowie wręczają mi złom i oceniają pracę Axy jako najlepszą pośród startujących do tej pory psów oraz wyrażają nadzieję, że Dzidka dorówna matce. Axa jest niepocieszona bo nie dali jej dziś się nażreć tak jak wczoraj- no co za pech .

Ostania pracował Dzidka i ponownie spora z nami korona ale praca Dzidki była bardzo rozważna i spokojna więc korona nie odpadła po drodze. Młoda jak to ona zbyt inteligentna na łażenie po pokrzywach ominęła wszystkie te kawałki ścieżki które prowadziły przez nie co niewątpliwie wprowadziło w osłupienie sędziów. Niestety na mocno nasłonecznionym wyrębie Dzidka się wysypała zeszła ze ścieżki i już sama nie za bardzo umiała się na nią ponownie naprowadzić i tak na sugestie sędziego podłożyłam ja ponownie do pracy a dalej poszło jak z płatka. Na końcu ponownie ocena sędziów złom i tym sposobem kończymy z ocena 3 za prace na tropie i 3 za chęć do pracy. Ścieżki bardzo trudne podobnie jak poprzedniego dnia długie, połażone przez zwierzynę a do tego ten niemiłosierny skwar tego dnia.

A na polanie biesiada i miłe pogawędki, gulaszek ciasto i kawka i widok na górki zapierający dech w piersiach. Po powrocie do hotelu na tablicy pojawiają się wyniki; mamy zwycięzcę posokowca hanowerskiego   Haky od Dlouhého rybníka moje dziewczyny w konkurencji Dzidka dyplom II ST, trzecia i  312 punktów i Axa dyplom III ST, czwarta i 322  punktów-coś mi tu nie pasuje ale ruszam na mały spacer po okolicy dziewczynom się należy chwila oddechu. A wieczorem miłe biesiadowanie i rozmowy i tance przy typowej czeskiej muzyce. Ja się skupiłam na rozmowach ze Słowakami okazało się, że podobnie jak ja nie za bardzo tańcują za to chętnie rozmawiają. Zanim jednak zabawa zaczęła się na dobre odbyła się odprawa sędziów i odprawa przewodników, również na tablicy wprowadzono poprawki bo psy z oceną 0 z jakiejś dyscypliny zgodnie z regulaminem nie mogą otrzymać dyplomu i tym sposobem Axa mając 322 punkty ostatecznie znajduje się na 5 lokacie, Dzidka niezmiennie na miejscu trzecim. Nie ukrywam żem dumna była z tej mojej zołzy rogatej – o Dzidce mowa- i z tej mojej smakoszki także choć może troszkę żal bo wygrana była w zasięgu jej łapek …..ale ……mam co robić do następnej soutezy….prawda

Jak już wspomniałam ze Słowakami miło nam się gwarzyło a to o posokowcach, a to o łowach a to o tym co nas w przyszłości czeka. Karol opowiedział mi historię swojego psa a pradziadka mojej BANSHEE BUREGO Mincola. Pies odszedł z tego świata niespodziewanie i widać po człowieku, którego osierocił, że do tej pory z jego strata się nie pogodził.

Hmmm troszkę świętowaliśmy no bo było co; Axy apetyt, Dzidki niechęć do łażenia po pokrzywach a przede wszystkim miłe spotkanie i niezapomniane wrażenia ze wspaniale przygotowanej soutezy. Rano w niedzielę dzwon nie zadzwonił  na godzinę siódmą czym wprowadził mnie w osłupienie. Rutyna czyli dziewczyny na spacerek, ja na śniadanie a potem szybki desant rzeczy do auta i zbiórka na zakończenie i ogłoszenie wyników. Sędziowie korona i my przewodnicy zgromadzeni na dźwięk sygnalistów. Podziękowania dla organizatorów i sponsorów i minuta ciszy dla zmarłych członków klubu, odznaczenie zasłużonych członków odznaka   Odznak za zásluhy o klub a chov barvářů"

Ogłoszenie zwycięzcy i przekazanie mu Putownego kopyta czyli przechodniej nagrody CMMJ oraz wręczenie zwycięzcy kordelasa wykonanego przez Norbrta Pelca - kordelas nr 5 (mój ma numer 1). Potem kolejni przewodnicy byli wzywani zgodnie z zajętymi lokatami. Moja Axa została doceniona pięknym pucharem za najlepsza prace na stopie – to jest dopiero budujące. I tak powoli ceremonia dobiegła końca przewodnicy, sędziowie i korona się pożegnali po czym rozpoczęły się powroty do domu dla mnie to było 314 km.

O sędziach;

Wspaniali ludzie przygotowali i sędziowali tą soutez!!!

Bardzo chcę tu podkreślić wspaniałą postawę głównego sędziego Pana Mojomira Kabata – człowiek wielkiej cierpliwości, wyrozumiały i bardzo ciepły, znający prace psów i doskonale znający swoje łowisko.

Dobrym duchem pilnującym aby wszystko grało w łowisku podczas trwania konkurencji był Pan Miloslav Brotánek – przesympatyczny człowiek

Panowie;  Ladislav Varvařovský, Josef Šafařík; chylę czoła i jestem pełna uznania dla doskonałej  pracy sędziów na długiej stopie, sędziowie nie przeszkadzali w pracy psa, sędziowali pracę bardzo sprawiedliwie i roztropnie-dla mnie wzór sędziów, wzór do naśladowania.

Panowie; Hubert Hubík, Karol Smrek (SK)  sędziowali przywołanie, podchód i odłożenie; mogłoby się wydawać, że to banał ale te konkurencje wbrew pozorom nie należą do najłatwiejszych zarówno dla psów/przewodników jak i sędziów, cóż siła spokoju i wielkiej znajomości pracy posokowca.

Krótki trop i konkurencję oznajmiania/oszczekiwania i zachowania przy martwej zwierzynie sędziowali Panowie; Milan Pavlík, Karek Plaňanský i choć obaj panowie już nie pierwszej młodości to dali radę i ocenili psy może surowo ale sprawiedliwie.

O soutezy;

Napisze banał; wspaniale zorganizowana, dopięta na ostatni guzik impreza a raczej wielkie święto miłośników czerwonych psów. Na to święto przyjechali nie tylko przewodnicy, sędziowie i organizatorzy ale też zwykli członkowie klubu z różnych zakątków republiki czasem bardzo odległych. Przyjechali uczestniczyli jako korona w święcie jakie zdarza się raz na dwa lata i chwała im za to …….